Hej wszystkim! Kolejny miesiąc się kończy, więc czas na kolejne denko. Pomimo że starałam się wyk...

Denko wrześniowe...

   Hej wszystkim! Kolejny miesiąc się kończy, więc czas na kolejne denko. Pomimo że starałam się wykończyć jakieś kosmetyki do makijażu to i tak się nie udało. Codziennie używam podkładu z Clarins i końca nie widać, jak nie w tym miesiącu to może w następnym.


Organic Shop, Organic Papaya & Sugar body scrub - Produkty mark Organic Shop są dla mine całkowitą nowością, ale cieszę się że postanowiłam w ciemno zamówić ten scrub ponieważ jest to jeden z lepszych jakie używałam jak nie najlepszy. Bardzo dobry skład, piękny zapach papai, świetne działanie i to wszystko za jedyne 11 zł. Jeśli chcecie poczytać więcej o tym scrubie zapraszam * klik *.

Linda, Mydło w płynie o zapachu miodu Manuka i limonki - Kupione na promocji w Biedronce za niecałe 4 zł, bo akurat kończyły się zapasy mydeł. Piękny zapach, nie ma problemu z porządnym umyciem dłoni i co jest dla mnie najważniejsze to, to że nie wysusza mi dłoni. Na pewno kupię też inny zapach z tej firmy ponieważ ten niestety był z serii limitowanej.

Yves Rocher, Peelingujący olejek do dłoni z arniką - To chyba mój pierwszy produkt marki Yves Rocher i bardzo miło go wspominam. Ładnie ściera martwy naskórek z dłoni przy tym nie wysuszając ich. Zmywa się przy użyciu samej wody, a po zabiegu mamy idealnie gładkie dłonie. Wiadomo że jest to produkt, który łatwo jest zastąpić każdym peelingiem do ciała ale powiem Wam że jest zdecydowanie łagodniejszy w działaniu. Na zimę zapewne kupię go ponownie.

Planeta Organica, Szampon fiński do włosów osłabionych i wrażliwej skóry głowy - Bardzo polubiłam się z tym szamponem, delikatnie oczyszczał skórę głowy jak i włosy. Ogromny plus za opakowanie z pompką i piękny zapach. Pełną recenzję tego produktu możecie przeczytać w tym samym poście w którym opowiadam o scrubie z Organic Shop.


Beauty Formulas, Płatki oczyszczające na nos z olejkiem z drzewa herbacianego - Od czasu do czasu kupuję sobie tego typu produkty aby pozbyć się niechcianych wągrów z nosa. Niestety produkt okazał bublem, nie dawał rady z oczyszczaniem, a przy tym podrażnił mi skórę na nosie. Poprzednio miałam płatki z węglem drzewnym azjatyckiej marki Mizon i sprawdziły się rewelacyjnie. 

Tommy Hilfiger, Pear Blossom EDP - Zapach zakupiony spontanicznie kilka lat temu, co roku towarzyszył mi latem. Są to perfumy świeże z lekką nutą korzenną. Oczywiście głównie skrzypce gra gruszka, ale wraz z nią możemy poczuć tutaj cynamon, malinę, neroli oraz drzewo sandałowe wraz z cedrem. Jest to zapach idealny dla młodej dziewczyny, która poszukuje czegoś lekkiego każdego dnia.

Vaseline, Balsam w spraju wersja Cocoa Radiant -  Produkty Vaseline odkryłam dopiero w tym roku, ale wiem że będę do nich wracać. Balsam świetnie się sprawdził w upalne dni, kiedy to po goleniu moja skóra potrzebowała nawilżenia. Szybko się wchłania, pięknie pachnie i nawilża. 

Skin79, Krem BB wersja Orange - O tym produkcie, tak jak o dwóch jego braciach pisałam w osobnym poście dlatego zachęcam Was do przeczytania go * klik *. W skrócie, jest to chyba mój ulubiony krem z tej trójki. Bardzo ładnie wyrównuje koloryt naszej skóry, skóra jest przy tym nawilżona i wygląda na zdrową. Niestety nie każdy będzie z niego zadowolony ponieważ daje mocny efekt glow. Dla mnie najważniejsze było to że on jako jedyny w tonacji ciepłej i świetnie się sprawdzał latem. Co zauważyłam przy dłuższym jego używaniu to, to że zapychał mi pory, dlatego warto dobrze oczyścić po nim skórę. 


Biolove, Body Mousse o zapachu borówki - Produkt dostałam w ramach współpracy z drogerią Kontigo i było to moje pierwsze spotkanie z marką Biolove. Pełną recenzję tego produktu możecie znaleźć tutaj * klik *. Kosmetyk ma formię musu, lecz po chwili zmienia się w olejek dlatego świetnie nawilża naszą skórę, niestety ta formuła nie sprawdza się dla mnie w lecie ponieważ jest zbyt tłusta. Postanowiłam zużyć produkt do nawilżania moich wiecznie suchych stóp i na noc robiłam sobie takie zabiegi wraz z bawełnianymi skarpetkami. Przyznam że nigdy nie miałam tak zadbanych stóp i tak pięknie pachnących ;).

The Body Shop,  Fuji Green Tea exfoliating soap - Czyli nic innego jak peelingujące mydło w kostce, przyznaję że nie używam tego produktu do ciała ponieważ nie lubię myć się mydłami w kostce dlatego wylądowało ono na mojej umywalce. Mydełko pięknie świeżo pachnie, delikatnie złuszcza nasz martwy naskórek ale potrafi trochę skórę przesuszyć jeśli często myjecie dłonie. Raczej ponownie go nie kupię ale warto był przetestować. 

The Body Shop, żel pod prysznic Virgin Mojito - Kolejny udany zapach marki TBS, idealny na poranek kiedy potrzebujecie się obudzić bądź po siłowni kiedy potrzeba chwili orzeźwienia. 

Origins, Retexturing Mask with Rose Clay - Maseczka o której ostatnio Wam pisałam w poście o 3 polecanych produktach * klik *, jest to chyba moja ulubiona maska oczyszczająca jakiej kiedykolwiek używałam. Różana glinka delikatnie ale przy ty porządnie oczyszcza naszą skórę, pozostawiając ją ujednoliconą, oczyszczoną i ze zmniejszonymi porami. Jak tylko skończę zapas swoich masek to zakupię ją ponownie. 

Origins, Renewal Serum With Willowherb -  Serum które również było w zestawie wraz z maską, powiem Wam że był dla mnie mocno przeciętny. Po jego użyciu skóra była jakby zmatowiona, ale nawilżona. Nie robił nic fantastycznego z moją skóra, jeśli jesteście ciekawe to możecie wypróbować ale moim zdaniem nie ma sensu. Podobno miał zmniejszać pory, rozświetlać skórę i ją wygładzać, nie zauważyłam.


The Body Shop, Krem do rąk o zapachu brytyjskiej róży - Pisałam o tym kremie w poście z trzem bublami * klik *. Niestety produkt poza ślicznym zapachem róż nie robi nic, nawilżenie znika z dłoni po kilku minutach, a gdy chcemy go ponownie nałożyć to roluje się na skórze. 

Sephora, Krem do rąk o zapachu mango - Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym produkcie i wzięłam go w ciemno przy promocji 3 za 2 na produkty marki Sephora. Po rozczarowaniu się kremem z The Body Shop przeżyłam miłe zaskoczenie. Krem cudownie pachnie mango i muszę przyznać że całkiem nieźle nawilża. Duży plus za to że produkt się szybko wchłania i za zgrabne opakowanie które się mieści w małą torebkę. Polecam ten krem kupować na promocji  ponieważ sam w sobie kosztuje 19 zł, a za taką cenę jesteśmy w stanie kupić mnóstwo innych podobnych kremów, np. marki Evree.

Origins, Make A Difference Night - Krem na noc który towarzyszył mi od kilku miesięcy w końcu dobił dna. Mam do niego trochę mieszane uczucia, raz pięknie nawilżał i szybko się wchłaniał, a niekiedy przeciążał moja skórę i budziłam się z tak tłustą skóra że nie wiedziałam co się w nocy stało, czy biegłam maraton i o tym nie wiedziałam? Jedno mu muszę przyznać jest strasznie wydajny, to opakowanie mam od dobrych 4-5 miesięcy, a używałam go regularnie co noc. Niestety nie zakupię go ponownie, szukam kremu który będzie mi się sprawdzał cały czas i mam nadzieję że moja nowość urodzinowa z Korres sprosta temu zadaniu.


I to już wszystko jeśli chodzi o denko w tym miesiącu, dajcie znać w komentarzach czy znacie te produkty i jak u Was się sprawdziły.
Pozdrawiam,







   Cześć wszystkim! Czym była by jesień bez koca, dobrego filmu, ciepłej herbaty i pięknego zapachu ...

Jesienne zapachy do twojego domu...

   Cześć wszystkim! Czym była by jesień bez koca, dobrego filmu, ciepłej herbaty i pięknego zapachu unoszącego się w tle? Choć świece palę cały rok to jesienią oraz zimą robię to najczęściej i najchętniej. Sięgam wtedy po zapachy mocniejsze, otulające, a niekiedy słodkie. Dziś przedstawię Wam kilka moich propozycji, które mam zamiar palić w najbliższych miesiącach.



Bath and Body Works, Bergamot Woods - Świeca zamknięta w pięknym brązowym słoiku, lecz bez pokrywki. Zapach bergamotki, lawendy i zielonego cyprysu czyli jesienny spacer po lesie, tak właśnie kojarzy mi się ten zapach. Lekko świeży, ale jednak wyczuwalne są mocne nuty drzewne. Świeca sprawdza się świetnie w ciągu dnia jak i wieczorami.

Bath and Body Works, Mahogany Teakwood - Zapach, który może się nie spodobać każdej osobie, męski i drzewny. Znajdziemy tutaj nuty mahoniu, dębu, drzewa cedrowego ale też trochę lawendy i geranium. Jeśli macie "słabą" głowę jak ja to warto tę świecę palić w dużym pomieszczeniu i nie za długo, ponieważ jest to dość mocny i intensywny zapach. Ta świeca sprawdzi się jeśli poszukujecie prezentu dla mężczyzny który lubi świece, a wiem że Panowie również lubią takie gadżety do domu.

Yankee Candle, Dreamy Summer Nights - Choć nazwa wskazuje nam lato, tak ten wosk mi przypomina wczesną jesień gdzie powoli liście zmieniają swoja barwę, na złoto i czerwono, a wieczory stają się coraz chłodniejsze. Znajdziemy tutaj mieszankę wanilii z heliotropem oraz trochę nut drzewnych. Zapach jest mocny, słodki i pudrowy, niewielka ilość jest potrzebna aby wypełnić całe pomieszczenie. Jest to dla mnie za ciężki zapach latem i za dnia, więc z przyjemnością gości on u mnie wieczorami gdy mam czas na relaks.


Kringle Candle, Autumn Rain - Nie mogło zabraknąć tego zapachu w tym zestawieniu. Piękny świeży zapach, który przywodzi mi na myśl spacer po parku porą deszczową. Świetnie się sprawdzi w ciągu dnia, co najdziwniejsze wyczuwam w nim melona który dodaje trochę słodyczy do całej kompozycji. Idealne dla osób, które nie lubią ciężkich i mocnych zapachów.

Kringle Candle, Secrets - Nie wiem czy też tak macie, ale jak ja wchodzę do sklepu Stradivarius to bardziej niż ubrania podoba mi się zapach perfum tam rozpylanych. Wiele lat poszukiwałam takiego zapachu i w końcu go znalazłam. Połączenie cytrusów, nut drzewnych i roślin botanicznych, dla mnie połączenie idealne. Jest to za razem świeży zapach ale po chwili odczuwamy w nim coś mocniejszego, bardziej intensywnego, wręcz męskiego. Świeca również świetnie nada się jako prezent dla mężczyzny.

I to już wszystkie zapachy na jesień, które chciałabym Wam pokazać. Dajcie znać jakie Wy lubicie zapachy o tej porze roku i czy któryś z tych znacie. A może polecacie coś innego?
Pozdrawiam,

   Hej wszystkim! Ostatnio pokazywałam Wam przepiękny kolor nude, tym razem czas na klasyk każdej je...

Nails #21...Ripe Cherry

   Hej wszystkim! Ostatnio pokazywałam Wam przepiękny kolor nude, tym razem czas na klasyk każdej jesieni czyli bordo. Tego typu lakiery pojawiają się u mnie najczęściej w okresie jesiennym jak i zimowym. Pierwszy raz też udało mi się zapuścić tak długie paznokcie, przez co całość wygląda na prawdę kobieco i seksownie.



   Kolor Ripe Cherry ciężko określić, czasem wpada w czerwień, a czasem lekko w brąz. Jest to jednak kolor który może spokojnie zastąpić klasyczną czerwień w chłodniejsze miesiące. Lakier kryje już przy dwóch warstwach, tylko uważajcie przy malowaniu aby nie rozlał się on Wam na skórki. Strasznie ciężko jest go wytrzeć przed utwardzeniem, a tego nie chcemy. Jako bazę jak zwykle użyłam tej od Semilac, zaś jako Top użyłam tego od NeoNail i muszę przyznać że ta kombinacja trzyma się u mnie najlepiej.




   Jeśli lubicie tego typu kolory tak jak ja, a nie używacie lakierów hybrydowych mam dla Was trzy propozycje lakierów standardowych dostępnych w drogeriach stacjonarnych bądź internetowych. Jako fanka lakierów Essie nie może zabraknąć w mojej kolekcji lakieru o nazwie Sole Mate oraz Twin Sweater Set. Kolejny lakier to propozycja od Revlon i lakier w kolorze 570 Vixen, za tym cudem chodziłam trochę i koniec końców znalazłam go w Hebe. Królował on u mnie już nie jeden raz.




Mam nadzieję że podobają Wam się moje propozycje na jesienny manicure i skusicie się na któryś z kolorów. A wy jakie kolory lubicie nosić jesienią?
Pozdrawiam,

   Cześć wszystkim! Dziś przychodzę do Was z lekkim postem na temat trzech produktów, które uważam ...

3x Tak tak tak...Nivea, Pharmaceris, Origins

   Cześć wszystkim! Dziś przychodzę do Was z lekkim postem na temat trzech produktów, które uważam za warte wypróbowania. Tym razem poprosiłam o pomoc mojego K aby pomógł mi w recenzji jednego z produktów.


   Origins, Retexturizing mask wih Rose Clay - próbkę tej maski dostałam przy zakupie zestawu Orgins i powiem Wam, że przebiła ona dla mnie maskę Clear Improvement tej samej firmy. Maska jest na bazie różanej glinki o której wcześniej nie słyszałam, a która jest zdecydowanie łagodniejsza niż węgiel drzewny i przyjemniej pachnie. Pomimo tego, że jest delikatniejsza to równie pięknie oczyszcza naszą skórę, nie podrażniając jej oraz dodatkowo maska zawiera mikrocząsteczki jojoby które przy zmywaniu delikatnie peelingują naszą skórę. Pory po jej zastosowaniu są lekko zwężone, a skóra ma ujednolicony kolor. Maska dostępna jest w sklepie stacjonarnym Origins w Galerii Mokotów oraz w perfumerii Sephora, opakowanie zawiera 100 ml produktu i kosztuje 99zł. Maseczka na chwilę obecną mi się skończyła nad czym trochę ubolewam, ale jak tylko wykończę zapas masek oczyszczających to ponownie ją zakupię. 

   Nivea, Long Repair odżywka odbudowująca - jeśli jesteście włosomaniaczkami to zapewne używałyście tej odżywki, bądź o niej słyszałyście. Przyznam szczerze że mimo że słyszałam o niej lata temu to skusiłam się na nią dopiero teraz. Gęsta i treściwa konsystencja to coś co lubię w odżywkach ponieważ nie spływają z moich włosów i nie rozchlapuję ich naokoło. Odżywka jest na bazie płynnej keratyny i olejku babassu, zawiera również silikony ale moje włosy od czasu do czasu ich potrzebują. Włosy po jej zastosowaniu są nawilżone, błyszczące i proste. Sięgam po nią zawsze gdy wiem że będę suszyła włosy bo wiem że wtedy będą się mniej puszyły. Nivea, Long Repair jest dostępna w każdej drogerii, jej koszt to ok 12 zł za 200 ml. 


   Pharmaceris, Specjalistyczny szampon przeciwłupieżowy do skóry wrażliwej - choć sama nie miałam ani nie mam łupieżu, ten temat jest mi dość znany ponieważ w domu rodzinnym mój brat od kiedy tylko pamiętam miał problem z łupieżem, tak samo mój narzeczony który dodatkowo ma wyjątkowo suchą skórę na całym ciele. Wiem także że niektóre z Was borykają się niestety z problem łupieżu dlatego postanowiłam Wam przedstawić produkt, który przyniósł ulgę w moim domu. Na rynku mamy wiele szamponów które mają zwalczyć łupież ale nie biorą one pod uwagę suchej skóry głowy i tutaj firma Pharmaceris wypuściła nie dość że dwa szampony do łupieżu suchego jak i mokrego to i do skóry wrażliwej. W składzie możemy znaleźć piroktonian olaimy który ma działanie przeciwbakteryjne oraz d-pantenol który ma ukoić naszą skórę. Zapach szamponu jest dość specyficzny więc warto powąchać przed zakupem jeśli macie z tym problem, sama konsystencja jest dość wodnista więc trzeba uważać przy nakładaniu. Skóra głowy po jego zastosowaniu jest zdecydowanie w lepszej kondycji oraz co i ja zauważyłam to zmniejszyła się ilość łupieżu. Szampon jest dostępny w Super-pharm i aptekach, widziałam że na promocji kosztuję około 23 zł za 250 ml. 

Dajcie znać czy któryś z produktów używałyście i jak Wam się sprawdziły. Znacie może jakiś produkt do nawilżania skóry włosów, może być nawet produkt apteczny?
Pozdrawiam,

   Hej wszystkim! Czym byłby miesiąc bez nowości kosmetycznych? Przyznaję że nie planowałam tak duży...

Wrześniowe nowości kosmetyczne...

   Hej wszystkim! Czym byłby miesiąc bez nowości kosmetycznych? Przyznaję że nie planowałam tak dużych zakupów ale jakoś się uzbierały. Dostałam z okazji urodzin kilka kuponów ze zniżkami co dodatkowo mnie zachęciło do zakupów i poznania kilku marek.


   Organique, bo właśnie to pierwsze miejsce gdzie postanowiłam trochę wydać pieniędzy. Nie bardzo znam produkty tej marki, dlatego chciałam przetestować co nieco. Postawiłam na maseczkę algową do twarzy w wersji regeneracyjnej z oliwą z oliwek. Nigdy nie widziałam recenzji na jej temat więc jestem ciekawa jak się sprawdzi. Pozostałe dwa produkty to przeciwstarzeniowy krem do rąk z serii Spa & Wellness oraz kawowe serum do ciała z tej samej serii. Mam zamiar stosować to serum na dekolt i szyję aby poprawić trochę stan swojej skóry bo przyznam szczerze że w tym roku dopiero zauważyłam jak mam zniszczoną skórę od słońca na dekolcie. 

   W Douglasie raczej nie bywam, w sumie nie wiem czemu ale tym razem firma sobie o mnie przypomniała i przysłała mi rabat o wartości 40 zł. Jako że moje rzęsy jak wiecie są liche i nie ma na co patrzeć postanowiłam przetestować bazę pod tusz od Clinique. Podobno działa świetnie, więc dam Wam na pewno znać czy mnie coś pomogła. Z St. Tropez złapałam też rękawice do usuwania samoopalacza, na pewno się przyda ponieważ mam zamiar używać samoopalacza jeszcze przez kilka tygodni. 



   Czym była by wizyta w Biedronce bez kilku nowości do mojej łazienki. Udało mi się w końcu dostać inne wersje soli do kąpieli od BeBeauty i bez wahania wzięłam od razu dwie wersje zapachowe. Mydła Linda bardzo lubię, poza pięknym zapachem, są bardzo wydajne i kosztują ok 4 zł. W zakamarkach mojej Biedronki można spotkać takie perełki jak dwa płyny micelarne Garniera na promocji, bez zastanowienia wzięłam bo uwielbiam i już mam obecną butelkę na wykończeniu.

   W Super-pharm zauważyłam promocję na produkty L'biotica, jako że widziałam ten zestaw kiedyś u Kasi z kanału LGS(a że mamy podobne włosy) to postanowiłam przetestować. Nigdy nie miałam ani szamponu, ani odżywki z L'biotica więc jestem ciekawa jak się sprawdzą. Promocja była na wszystkie serie, więc jeśli chcecie przetestować to zajrzyjcie do drogerii może jeszcze je znajdziecie w niższej cenie.



   Od września wróciłam na siłownie, chce nie tylko popracować nad swoją sprawnością ale też wyglądem mojej skóry, dlatego w końcu zakupiłam szczotkę do masażu na sucho z For Your Beauty oraz olejek ujędrniający z Kneipp który podobno jest rewelacyjny. Dodatkowo aby wzmocnić swoje włosy i paznokcie na jesień postanowiłam zakupić Capivit, moje włosy w tym okresie lubią wypadać dlatego muszę zawsze o nie dodatkowo dbać od wewnątrz. Daje również drugą szansę odżywce z wyciągiem z bursztynu od firmy Jantar, mam nadzieję że tym razem spisze się lepiej.

   Ostatnie nowości to lakiery od Semilac, gdy tylko zobaczyłam nową kolekcję My story to się zakochałam. Piękne błękity, róże i kilka mocnych kolorów. Jestem raczej fanką stonowanych paznokci i zdecydowałam się na trzy kolory 159 Yasmin Kiss, 155 Ivory Cream oraz 167 Surfer Wave. Nie była bym sobą gdybym nie zamówiła czegoś jeszcze, dlatego kolejne trzy kolory uzupełniające moją kolekcję to 094 Pink Gold, 016 Grunge i przepiękny 148 Night Euphoria. A teraz chwilę sobie ponarzekam na obsługę na stronie Semilaca. Zawsze zamawiałam lakiery na stronie Minti Shop, ale niestety najnowsza kolekcja jeszcze nie była u nich dostępna, więc postanowiłam zrobić pierwszy raz zamówienie na oficjalnej stronie Semilac. Zamówienie złożyłam 6 września z przed wpłatą, zauważyłam też od razu że obcięło adres dostawy. Napisałam od razu do obsługi aby uwzględnili nazwę miejsca gdzie kurier ma dostarczyć paczkę bo wiem że potrafią oni się zagubić. Wczoraj minął dzień dostawy i dopiero po mojej kolejnej wiadomości z zapytaniem się co się dzieje z moją paczką, została ona wysłana. Oczywiście adres nie był poprawiony, do tej pory firma mi nawet nie raczyła odpisać ale na szczęście kurier do mnie zadzwonił. Nigdy nie miałam do czynienia z takim zachowaniem ze strony innej firmy, czy Wy też takie doświadczenia miałyście z oficjalnym sklepem Semilac? Po głowie chodzą mi jeszcze dwa kolory czyli 169 Baby Boy oraz 164 Pink Crystals który moim zdaniem świetnie by ożywił nie jeden pastelowy róż.

Pozdrawiam,