Denko wrześniowe...

środa, 28 września 2016
   Hej wszystkim! Kolejny miesiąc się kończy, więc czas na kolejne denko. Pomimo że starałam się wykończyć jakieś kosmetyki do makijażu to i tak się nie udało. Codziennie używam podkładu z Clarins i końca nie widać, jak nie w tym miesiącu to może w następnym.


Organic Shop, Organic Papaya & Sugar body scrub - Produkty mark Organic Shop są dla mine całkowitą nowością, ale cieszę się że postanowiłam w ciemno zamówić ten scrub ponieważ jest to jeden z lepszych jakie używałam jak nie najlepszy. Bardzo dobry skład, piękny zapach papai, świetne działanie i to wszystko za jedyne 11 zł. Jeśli chcecie poczytać więcej o tym scrubie zapraszam * klik *.

Linda, Mydło w płynie o zapachu miodu Manuka i limonki - Kupione na promocji w Biedronce za niecałe 4 zł, bo akurat kończyły się zapasy mydeł. Piękny zapach, nie ma problemu z porządnym umyciem dłoni i co jest dla mnie najważniejsze to, to że nie wysusza mi dłoni. Na pewno kupię też inny zapach z tej firmy ponieważ ten niestety był z serii limitowanej.

Yves Rocher, Peelingujący olejek do dłoni z arniką - To chyba mój pierwszy produkt marki Yves Rocher i bardzo miło go wspominam. Ładnie ściera martwy naskórek z dłoni przy tym nie wysuszając ich. Zmywa się przy użyciu samej wody, a po zabiegu mamy idealnie gładkie dłonie. Wiadomo że jest to produkt, który łatwo jest zastąpić każdym peelingiem do ciała ale powiem Wam że jest zdecydowanie łagodniejszy w działaniu. Na zimę zapewne kupię go ponownie.

Planeta Organica, Szampon fiński do włosów osłabionych i wrażliwej skóry głowy - Bardzo polubiłam się z tym szamponem, delikatnie oczyszczał skórę głowy jak i włosy. Ogromny plus za opakowanie z pompką i piękny zapach. Pełną recenzję tego produktu możecie przeczytać w tym samym poście w którym opowiadam o scrubie z Organic Shop.


Beauty Formulas, Płatki oczyszczające na nos z olejkiem z drzewa herbacianego - Od czasu do czasu kupuję sobie tego typu produkty aby pozbyć się niechcianych wągrów z nosa. Niestety produkt okazał bublem, nie dawał rady z oczyszczaniem, a przy tym podrażnił mi skórę na nosie. Poprzednio miałam płatki z węglem drzewnym azjatyckiej marki Mizon i sprawdziły się rewelacyjnie. 

Tommy Hilfiger, Pear Blossom EDP - Zapach zakupiony spontanicznie kilka lat temu, co roku towarzyszył mi latem. Są to perfumy świeże z lekką nutą korzenną. Oczywiście głównie skrzypce gra gruszka, ale wraz z nią możemy poczuć tutaj cynamon, malinę, neroli oraz drzewo sandałowe wraz z cedrem. Jest to zapach idealny dla młodej dziewczyny, która poszukuje czegoś lekkiego każdego dnia.

Vaseline, Balsam w spraju wersja Cocoa Radiant -  Produkty Vaseline odkryłam dopiero w tym roku, ale wiem że będę do nich wracać. Balsam świetnie się sprawdził w upalne dni, kiedy to po goleniu moja skóra potrzebowała nawilżenia. Szybko się wchłania, pięknie pachnie i nawilża. 

Skin79, Krem BB wersja Orange - O tym produkcie, tak jak o dwóch jego braciach pisałam w osobnym poście dlatego zachęcam Was do przeczytania go * klik *. W skrócie, jest to chyba mój ulubiony krem z tej trójki. Bardzo ładnie wyrównuje koloryt naszej skóry, skóra jest przy tym nawilżona i wygląda na zdrową. Niestety nie każdy będzie z niego zadowolony ponieważ daje mocny efekt glow. Dla mnie najważniejsze było to że on jako jedyny w tonacji ciepłej i świetnie się sprawdzał latem. Co zauważyłam przy dłuższym jego używaniu to, to że zapychał mi pory, dlatego warto dobrze oczyścić po nim skórę. 


Biolove, Body Mousse o zapachu borówki - Produkt dostałam w ramach współpracy z drogerią Kontigo i było to moje pierwsze spotkanie z marką Biolove. Pełną recenzję tego produktu możecie znaleźć tutaj * klik *. Kosmetyk ma formię musu, lecz po chwili zmienia się w olejek dlatego świetnie nawilża naszą skórę, niestety ta formuła nie sprawdza się dla mnie w lecie ponieważ jest zbyt tłusta. Postanowiłam zużyć produkt do nawilżania moich wiecznie suchych stóp i na noc robiłam sobie takie zabiegi wraz z bawełnianymi skarpetkami. Przyznam że nigdy nie miałam tak zadbanych stóp i tak pięknie pachnących ;).

The Body Shop,  Fuji Green Tea exfoliating soap - Czyli nic innego jak peelingujące mydło w kostce, przyznaję że nie używam tego produktu do ciała ponieważ nie lubię myć się mydłami w kostce dlatego wylądowało ono na mojej umywalce. Mydełko pięknie świeżo pachnie, delikatnie złuszcza nasz martwy naskórek ale potrafi trochę skórę przesuszyć jeśli często myjecie dłonie. Raczej ponownie go nie kupię ale warto był przetestować. 

The Body Shop, żel pod prysznic Virgin Mojito - Kolejny udany zapach marki TBS, idealny na poranek kiedy potrzebujecie się obudzić bądź po siłowni kiedy potrzeba chwili orzeźwienia. 

Origins, Retexturing Mask with Rose Clay - Maseczka o której ostatnio Wam pisałam w poście o 3 polecanych produktach * klik *, jest to chyba moja ulubiona maska oczyszczająca jakiej kiedykolwiek używałam. Różana glinka delikatnie ale przy ty porządnie oczyszcza naszą skórę, pozostawiając ją ujednoliconą, oczyszczoną i ze zmniejszonymi porami. Jak tylko skończę zapas swoich masek to zakupię ją ponownie. 

Origins, Renewal Serum With Willowherb -  Serum które również było w zestawie wraz z maską, powiem Wam że był dla mnie mocno przeciętny. Po jego użyciu skóra była jakby zmatowiona, ale nawilżona. Nie robił nic fantastycznego z moją skóra, jeśli jesteście ciekawe to możecie wypróbować ale moim zdaniem nie ma sensu. Podobno miał zmniejszać pory, rozświetlać skórę i ją wygładzać, nie zauważyłam.


The Body Shop, Krem do rąk o zapachu brytyjskiej róży - Pisałam o tym kremie w poście z trzem bublami * klik *. Niestety produkt poza ślicznym zapachem róż nie robi nic, nawilżenie znika z dłoni po kilku minutach, a gdy chcemy go ponownie nałożyć to roluje się na skórze. 

Sephora, Krem do rąk o zapachu mango - Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym produkcie i wzięłam go w ciemno przy promocji 3 za 2 na produkty marki Sephora. Po rozczarowaniu się kremem z The Body Shop przeżyłam miłe zaskoczenie. Krem cudownie pachnie mango i muszę przyznać że całkiem nieźle nawilża. Duży plus za to że produkt się szybko wchłania i za zgrabne opakowanie które się mieści w małą torebkę. Polecam ten krem kupować na promocji  ponieważ sam w sobie kosztuje 19 zł, a za taką cenę jesteśmy w stanie kupić mnóstwo innych podobnych kremów, np. marki Evree.

Origins, Make A Difference Night - Krem na noc który towarzyszył mi od kilku miesięcy w końcu dobił dna. Mam do niego trochę mieszane uczucia, raz pięknie nawilżał i szybko się wchłaniał, a niekiedy przeciążał moja skórę i budziłam się z tak tłustą skóra że nie wiedziałam co się w nocy stało, czy biegłam maraton i o tym nie wiedziałam? Jedno mu muszę przyznać jest strasznie wydajny, to opakowanie mam od dobrych 4-5 miesięcy, a używałam go regularnie co noc. Niestety nie zakupię go ponownie, szukam kremu który będzie mi się sprawdzał cały czas i mam nadzieję że moja nowość urodzinowa z Korres sprosta temu zadaniu.


I to już wszystko jeśli chodzi o denko w tym miesiącu, dajcie znać w komentarzach czy znacie te produkty i jak u Was się sprawdziły.
Pozdrawiam,







33 komentarze on "Denko wrześniowe..."
  1. Biolove rozkochało mnie w sobie po zakupie jednego produktu (nawet dzisiaj pojawił się w ulubieńcach) i z pewnością spróbuję innych produktów. Kochana, ładne to Twoje denko, nie ma co się przejmować brakiem zdenkowanej kolorówki- zapewne jak Ci się skończy, to wszystko naraz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Biolove ma tak piękne zapachy że ciężko się na coś nie skusić, teraz widziałam że chyba mają jakaś promocje na niektóre produkty :).

      Usuń
  2. Z Planeta Organica miałam fiński balsam do włosów. Były po nim mięciutkie i pachnące :) Skoro polceasz szampon to może się skuszę na niego :) Pewnie pachnie tak samo jak balsam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach cudowny, słodki i lekko jak by malinowy :). Byłam właśnie ciekawa jak balsam z tej serii się sprawuje :).

      Usuń
  3. Ja tam wolę wersję różową tego Bbika ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie niestety kolor jest za zimny i wygladam jak bym była brudna ;).

      Usuń
  4. Ja banana z Kallosa chyba nigdy nie skończę ;/ BB też skończyłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Banan w połowie był tak męczacy że myślam że go wyrzuce.

      Usuń
  5. Fajne to Twoje denko :) Bardzo lubię żele pod prysznic z TBS <3 Mojito towarzyszło mi w ubiegłoroczne wakacje, teraz skusiłam się na wersję British Rose :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojito jest cudowne i szkoda że nie mam zapasu na przyszły rok ;D. British Rose czeka na swoją kolej.

      Usuń
  6. Na zdjęciu widzę maskę Kallos Banana, której aktualnie używam, jest całkiem ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: BB Skin 79 Orange mi się zupełnie nie spawdził - zbyt rozświetlający, mocno się po nim błyszczałam. A Kallosa używam czasem do depilacji, zbyt duża pojemność, by zużyć na włosy :D

      Usuń
    2. U mnie Kallos się nie sprawdził i koniec końców zużyłam go do depilacji. BB Orange u mnie się sprawdził na początku lata gdy moja skóra była w stanie idealnym :).

      Usuń
  7. u mnei maski z kallosa zużywa się przeciętnie dwa lata :D super zdjęcia świetna jakość:) obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ;), ja postanowiłam kupować Kallosa ale w mniejszych pojemniściach bo może zużje wtedy całość na włosy.

      Usuń
  8. Cieszy mnie Twoja opinia co do Biolove, bo zamierzam się bliżej przyjrzeć tej marce ;) Szampon fiński również mnie zadowolił, ale jakoś do niego później nie wracałam :) szkoda że te plastry to bubel , ale kupię te z Mizona skoro zachwalasz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mizon sprzedawany jest na sztuki na stronie Mintishop :), ja jestem z nich bardzo zadowolona bo rzeczywiście oczyszczają. Kosmetyki Biolove mają genialne składy na pewno będziesz zadowolona ;).

      Usuń
  9. Pokaźne denko ! ;) Parę produktów znam, parę chcę poznać, niektóre kompletnie mi nie znane ;) Lecę czytać recenzję kosmetyków któe mnie zainteresowały ;) M.in kremu BB z Skin79 ;)) Buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się zużywać swoje duże zapasy :).

      Usuń
  10. w tym miesiącu też zużyłam peeling z Organic Shop ale w wersji beligijska czekolada. Bardzo fajny i na pewno kupie go jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Peelingujacy olejek to ja lubie ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że Ci się spodobał ;), myślę czy nie przetestować peelingu do rąk ale od Biolove bo widziałam że również mają w swojej ofercie.

      Usuń
  12. Muszę koniecznie wypróbować mus Biolove, sądzę, że w okresie jesienno-zimowym sprawdzi się u mnie zarówno do pielęgnacji ciała, jak i stóp. Maska Retexturing Mask with Rose Clay jest już na mojej liście zakupowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biolove teraz powinno się świetnie sprawdzić, niestety przy wyższych temperaturach nie chciał się szybko wchłaniać.

      Usuń
  13. Pear Blossom znam i lubię:) A kosmetyki The Body Shop i Origins bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach mało znany muszę przyznać ale zawsze słyszałam miłe słowa na jego temat :D.

      Usuń
  14. Przerażają mnie wielkości masek Kallosa, chociaż niektóre są dobre, łatwo mogą się znudzić. A szkoda, bo bananowej akurat nie mam i chętnie bym kupiła, uwielbiam ten owoc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to zapach sztucznego banana, po 3 miesiacach używania mi zbrzydł ;). Teraz mam ochotę wypróbować wersję blueberry.

      Usuń
  15. Świetne denko! Uwielbiam produkty marki Origins i zawsze lubię o nich poczytać coś więcej :) O tym kremie na noc słyszałam właśnie, że jest mocno średni i że lubi zapychać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden produkt z Orginis mniej do kupowania ;).

      Usuń
  16. mam tę maske bananową i mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie się niestety nie spisała za dobrze choć zapach bardzo fajny :)

      Usuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature