Top Social

Z wizytą w Azji | Test maseczek w płachcie + Wyniki rozdania

piątek, 12 maja 2017

Cześć wszystkim! Gotowe na serię o kosmetykach azjatyckich? W tym miesiącu mam w planach stworzyć trzy posty właśnie o tej tematyce. Może któraś z Was jeszcze nie testowała produktów z tej części świata i ciekawi ją co tak na prawdę kryje się w tych opakowaniach. Dziś na tapetę biorę trzy maski w płachcie marek Holika Holika, Skin79 oraz Missha. Dodatkowo na końcu posta znajdą się wyniki rozdania z kosmetykami Bath & Body Works. Ciekawe kto tym razem wygrał?

Maski w płachcie
Choć jeszcze nie każda z nas je stosowała, ale chyba wszystkie o nich słyszałyśmy. Boom na kosmetyki azjatyckie trwa nadal i co chwilę pojawiają się one w naszych drogeriach. Przyznaję się, że od kiedy odkryłam maski w płachcie to sięgam po nie najchętniej z moich zapasów. Tak, ograniczają one naszą mobilność i tak, są dość drogie jak na jednorazową aplikację. Niemniej jednak sprawiają one że mam chwilę dla siebie aby się zrelaksować i wyciszyć. Minus taki, że jest ich tyle na rynku że trudno wybrać te właściwe, stąd powstał ponownie taki wpis gdyż o maskach kiedyś Wam już opowiadałam.


Skin79,  All That Rose
Maseczka zamknięta w pięknym różanym opakowanie ma działać na naszą skórę łagodząco, nawilżająco oraz kojąco. W składzie znajdziemy ekstrakt z róży damasceńskiej, węgla oraz aloesu i olejek różany. Ten ostatni składnik ma zmniejszyć zaczerwienienia na naszej skórze i uszczelnić naczynia krwionośne. Producent poleca maseczkę posiadaczkom cery poszarzałej, wrażliwej i z pierwszymi oznakami starzenia. Jej cena oscyluje wokół 15-20 zł w zależności gdzie ją kupujemy.  

Gdy otworzyłam opakowanie, wokół rozniósł się piękny, delikatny zapach róż. Maseczka jest mocno nawilżona, ale o dziwo bardzo szybko mi wyschła w porównaniu z pozostałą dwójką. Minusem który od razu mnie do niej zniechęcił to małe otwory na oczy i usta. Kosmetyk znajdował się zbyt blisko okolicy oka, przez co mnie szczypały. Po 20 minutach gdy zdjęłam maseczkę zauważyłam, że skóra tylko została nawilżona, a okolica oczu podrażniona więc nie mam mowy o jakimś ukojeniu. Strach się bać jak by zareagowała skóra wrażliwa której ja nie posiadam.


Missha, Pure Source Cell Sheet Mask Lotus Flower
To mój pierwszy kontakt z marką Missha i jestem mile zaskoczona. Maska jest wykonan w 100% z bawełny przez co ma nie podrażniać skóry. Kwiat lotosu, chitozan oraz kwas fitowy mają nam zapewnić nawilżenie, wygładzenie, oczyszczenie oraz rozjaśnienie. Jak widzicie pełen zestaw właściwości. Producent zaleca stosowanie maseczki 2-3 w tygodniu, a jej cena to 8,99 zł.

Może zaczniemy nietypowo od minusów bo są całe dwa. Po pierwsze producent przesadził z wielkością płachty która jest masakrycznie wielka przez co połowa twarzy jest odkryta. Po drugie zapach niestety ładny, kwiatowy ale mocno sztuczny. Uff! Czas na plusy, przy tej maseczce nic się ni ześlizguje z twarzy pomimo iż jest mocno nasączona. Dodatkowo skóra po jej zastosowaniu jest nie dość że nawilżona, ukojona to rzeczywiście rozjaśniona, a przy tym wszystkim nie lepi się jak przy niektórych innych seriach. Tę maseczkę oceniam najlepiej ze wszystkich trzech jeśli chodzi o działanie, ale nadal to nie jest mój numer 1.


Holika Holika, Pure Essence Mask Sheet
Mocno fioletowe opakowanie przestawia nam naszego ostatniego bohatera. Maseczki Holika Holika znam ale serię Juicy Mask która jest jak na razie moją ulubioną. Z czystej ciekawości chciałam sprawdzić czy ta seria jej dorówna. Pure Essence Acai zawiera ekstrakt z jagód acai przez co ma działać przeciwzmarszczkowo i nawadniająco. Są one naturalnymi przeciwutleniaczami, niwelują wolne rodniki oraz zwiększają syntezę kolagenu. Jagody Acai są bogatym źródłem witaminy C, E oraz B. Cena wynosi 10,90 zł.

Przyznaję że z racji opakowania sięgnęłam po nią jako pierwszą. Niestety tuż po otwarciu wydobył się ze mnie jęk niezadowolenia, maska śmierdzi lawendą. Jak czytacie mojego bloga to wiecie że tego zapachu nie znoszę i nie toleruje. Tutaj jak w przypadku poprzedniej maski, płachta jest za duża i nie zakrywa zupełnie skóry pod nosem gdzie potrzebuje najwięcej nawilżenia. Pierwszy raz się też spotkałam żeby esencja się pieniła na twarzy, ale na szczęście nic mi skóry nie podrażniło. Po 30 minutach skóra była lepka, rozjaśniona i nawilżona.


A teraz czas na wyniki rozdania, przyznaję że kilka z Was chyba nie czytało regulaminu przez co nie mogłam dodać Waszych zgłoszeń do losowania. Cieszę się jednak że wiele z moich czytelniczek wzięło udział w rozdaniu, a i pojawiło się kilka nowych osób. Tak więc mam przyjemność ogłosić, że zestaw kosmetyków Bath and Body Works wygrywa:

Magda | Delishe blog

Magda gratuluję i proszę o wiadomość z adresem na który mam wysłać paczkę z dobrociami.

A czy Wy macie swoich faworytów jeśli chodzi o maseczki w płachcie czy raczej nie jesteście przekonane do tego typu produktów? Dajcie znać w komentarzach.
Pozdrawiam,



45 komentarzy on "Z wizytą w Azji | Test maseczek w płachcie + Wyniki rozdania"
  1. Ja nie miałam zbyt wiele maseczek w płachcie do tej pory. Wczoraj przyszło moje zamówienie z Iperfumy i zamówiłam jakąś Holika Holika :) Ciekawe jak się spisze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj o jestem ciekawa którą masz o Juicy są rewelacyjne ;).

      Usuń
  2. All That Rose z pewnością by mi spasowała, bo pachnie różami :D Gratuluję Magdzie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tylko te dziury takie nie przyjemne :P.

      Usuń
  3. Wszystkie wyglądają ciekawie, ale chyba ta fioletowa mnie najbardziej by skusiła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie niestety okazała się być najgorsza :P.

      Usuń
  4. bardzo lubię maski w płachcie, tych jeszcze nie miałam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jedyny element azjatyckiej pielęgnacji który ze mną zostanie ;)

      Usuń
  5. Czyli raczej żadna nie była wielkim hitem. Szkoda, szczególnie ta różana mnie kusiła - ale jak może podrażniać czy szczypać to ja podziękuję.
    Wow ale fajnie, że wygrałam! Zaraz Ci napiszę wiadomość :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety żadna mnie nie zachwyciła i będę szukać dalej ;). Paczucha już czeka na wysyłkę.

      Usuń
  6. Ja mam u siebie dwie maski w płachcie i czekają na wypróbowanie, opakowania tych azjatyckich maseczek są urocze, co przynajmniej mnie skłania do ich zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak powiem Ci że ja mam skłonność do kupowania rzeczy słodkich i uroczych :D

      Usuń
  7. Nie miałam żadnej, ale lubię ślimaka i wodę glacjalną ze Skin79 :P Spodobała mi się tez maska z Bioteq, która wg mnie daje podobny efekt do tej ze Skin79 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam te ze Skin79 ale chyba najbardziej spodobała mi się z perłą ;).

      Usuń
  8. A ja uwieeeeelbiam lawendę i jestem pewna, że ta fioletowa skradłaby moje serduszko :D Chyba sobie sprawię taką maskę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie powinnaś być z niej w miare zadowolona ;).

      Usuń
  9. Ja lubię Glaciar Water od Skin79 bo tak nie znoszę tych w płachcie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam ją, całkiem miło wspominam :D.

      Usuń
  10. Ostatnio nawet polubiłam płachtowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam maski w płachcie zwłaszcza te ze Skin79:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie Skin79 jest na drugim miejscu ;).

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Nie są godne uwagi na szczęście :)

      Usuń
  13. Ja próbowałam akurat Rice Bubble Mask ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ooo gratulacje dla Magdy ;) co do masek, ja aktualnie posiadam te z Misshy i zdecydowanie one najbardziej mi się podobaja. Wcześniej miałam Holike i średnio się sprawdzały. Lawendę lubie, ale na buzi bym nie zniosła takiego zapachu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Produkty Misshy dopiero odkrywam ale chyba średnio rozpoczęłam swoją przygodę :P.

      Usuń
  15. Właśnie trafiła do mnie cała seria tych maseczek Holika Holika za sprawą AsianBoxa :D Ciekawe jak się u mnie sprawdzą. ps. Za zapachem lawendy też nie przepadam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam właśnie ;), jestem ciekawa jak inne wersje się spisują bo ta niestety nie była najlepsza.

      Usuń
  16. nie spisała się super, także odpada...ja w sumie średnio przepadam za tego typu maseczkami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda z nich w sumie się kiepsko spisała :).

      Usuń
  17. Muszę kupić jakieś maski :) Ta z kwiatem lotosu mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratulacje dla Magdy :) Co do masek - Holika, Skin79 i Missha to nie są jakieś nie wiadomo jak dobre marki, to tak jak u nas Bielenda. Szkoda tylko, że u nas promuje się je na jakieś cuda, szkoda też że nie sprawdziły się najlepiej :( Ja uwielbiam płachty z Neogenu i Klairs, Neogen w tym tygodniu ma się pojawić u nas w Polsce i mają być podobno promocje ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno też je przetestuje, ale mam jeszcze kilka sztuk w zapasie ;). Mam ochotę jeszcze wziąć na testy It's Skin i nowość Origins bo właśnie też wypuścili maseczki.

      Usuń
  19. U mnie z maskami w płachcie różnie bywa - niektóre podrażniają mi skórę, jakoś dziwnie ją rozpulchniają i często nie wygląda ona zbyt dobrze. Pamiętam, że fajnie sprawdzały się u mnie te zwierzakowe ze Skin79, ale też nadal szukam ideałów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wczoraj pandę sobie nałożyłam i całkiem fajnie zadziałała na skórę ;). Ale niektóre z tych masek to tylko nawilżając i nic więcej :)

      Usuń
  20. Ja mam sentyment do zwierzątek skin79 :-) i ostatnio narobiłam kilka nowych ale nawet ich nazw nie pamiętam hehe. Ta pierwsza miałam w wersji aloe ale też nie do końca mi skasowała i skończyło się na maskach skompresowanych z żelem aloesowym. Mam jeszcze w zapasach juicy mask i chyba ja sobie dzisiaj nałoże :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juicy Mask bardzo lubię ale mam jeszcze kilka maseczek w zapasie więc pierw te muszę zużyć :D.

      Usuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature